godlo

szyszka

Erasmus + czyli Witaj Francjo!

 

19 kwietnia 2016 - wtorek


Dzisiejszy poranek był jednym z najtrudniejszych w życiu. Brutalna pobudka w nowej rzeczywistości. Wszyscy tu mówią dziwnym językiem. Nasz przesławny pisarz stwierdził, że „język ten brzmi jakby kto cynową misą potrząsał”. Nigdy nie miałem cynowej misy, i nie wiem, po co miałby ktoś nią potrząsać, ale co ja się będę z Sienkiewiczem sprzeczał. Nic z tego nie rozumiem i tyle, wreszcie wiem, jak czują się uczniowie na zajęciach z SILP-u…
    Poszliśmy na śniadanie, taca do ręki i można wybierać – wziąłem wszystko – to się nazywa rozbić bank. Nawet bagietki zaczęły mi się wysypywać z tacy jak bilon z jednorękiego bandyty. Śniadanie było smaczne, trzeba przyznać bagietki rządzą i  pasztet całkiem niezły. Trochę ten pasztet to mi internat przypomina, ale może chcieli, żeby szoku kulinarnego nie było, kto wie?
    Po śniadaniu wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy do lasu prywatnego. Większość lasów jest tu prywatna, ale prywatek nie pozwalają organizować. Drzewostan, do którego przyjechaliśmy, to młodnik dębowy, w którym wykonywany jest zabieg pielęgnacyjny. Polega on na wybraniu drzew przyszłościowych i usunięciu wszystkiego wokół nich w promieniu 2 metrów. Poza tym w drzewostanie pozostawia się tak zwane drewno białe (grab i brzoza). Dąb jest tu gatunkiem głównym, z jasno określonym  celem produkcyjnym – a mianowicie na beczki. Tego typu drzewostan jest odnawiany naturalnie (około 15 lat), a okres rębności sięga do 160. Interesująca jest tu sytuacja brzozy i graba. Przenosząc na nasze nazewnictwo, jest to domieszka produkcyjna, która ma dać w ramach użytków przedrębnych drewno opałowe, dodatkowo obecność tych gatunków poprawia jakość dębów. Najciekawsze jest jednak to, że często grab jest pochodzenia odroślowego. Można więc powiedzieć, że jest to odnowienie naturalne uzupełniane odroślowo.     Z odrośli jako formy odnowienia korzysta się tu często, w przypadku dębu cykl produkcji trwa około 65 lat.
Tutejsi leśnicy mają podobne doświadczenie z monokulturami jak i u nas. Różnica związana jest tylko z gatunkiem – u nas sosna i świerk, u nich dąb.
Na koniec wizyty w lesie jedna ciekawostka, przed kupnem drewna na beczki, pojawiają się specjaliści, oceniają rozmiary i wady zależnie od swoich potrzeb, zjawia się też specjalista, który robi odwierty i wącha drewno, tak tak to nie błąd. Od aromatu drewna zależy też „bukiet” wina.
Wróciliśmy na obiad, rozmowy o winie spowodowały u niektórych wyrzuty sumienia. Kiedy próbowałem się dowiedzieć dlaczego, zaczęli coś mówić o Dostojewskim, zbrodni i karze – co to za persona - jakiś prokurator?
Obiad nie miał już wiele wspólnego z internatem, był kurczak (jak to życie szybko mija tym kurczakom) do tego zadowolony makaron, zadowolony, bo był w sosie. Pyszna sałatka i woda. Francja i woda? Na cud czekają? Zresztą może ten prokurator Dostojewski zabronił, pewnie słusznie, bo nie można wina podawać nieletnim.
Po sutym obiedzie pojechaliśmy obejrzeć park maszyn do ośrodka szkoleniowego. Mojemu koledze taki wytrzeszcz oczu się zrobił, że jak się nachyla nad umywalką, by umyć twarz, to źrenice zatykają odpływ. Było na co popatrzeć. Na 11 kursantów jest 12 maszyn. Głównie skidery, najróżniejszych marek. Na początek do skidera „Ponnse” wsiadł Piotrek Bożek zwany pieszczotliwie przez kolegów „O boże” – tak powiedzieli, kiedy wsiadł do kabiny. Potem kolejne marki i kolejne próby. Nawet Marta Wieteska usiadła za kierownicą „Timberjacka” – teraz jej przyszły mąż, kiedy odmówi Marcie kluczyków do samochodu usłyszy „… nie takim sprzętem się jeździło…” i koniec argumentów.
Ciężki kaliber wytoczono na koniec – nowy harvester. Guziczków w nim było tyle, że starczyłoby na co najmniej cztery surduty. Dość powiedzieć, że kabina zawieszona była na siłownikach, które przez cały czas utrzymywać mogą kabinę w poziomie, nawet podczas wjeżdżania na górkę. Wymagania stawiane uczniom po kursie są na miarę sprzętu, od kursantów wymaga się olbrzymiego zaangażowania, praktycznej obsługi na poziomie w pełni wydajnego pracownika oraz wykonania podstawowych napraw.
Po kolacji opiekun młodzieży francuskiej zaproponował mecz piłki nożnej. Czym prędzej przekazałem naszej młodzieży, że Francja rzuciła im wyzwanie. Być może ktoś mi zarzuci, że to była propozycja a nie wyzwanie, być może ktoś mi zarzuci, że nikt nie mówił „jeśli się nie boicie”, być może ktoś mi zarzuci, że nikt nic nie mówił o obronie honoru polskich leśników – ale czy ja jestem tłumaczem przysięgłym?
Pierwszy mecz wygraliśmy, drugi? …Polacy nic się nie stało
prosto z Francji, Pibidium

wstecz