godlo

szyszka

Erasmus + czyli Witaj Francjo!

 

21 kwietnia - czwartek


Dziś mieliśmy wyjazd do lasów kontrolowanych przez ONF (Office national des forêts) Odpowiednik naszych Lasów Państwowych. O tej wizycie będą pisać po powrocie uczniowie w swoich sprawozdaniach, a ja wspomnę tylko o polskim akcencie w lasach. Z przyjemnością informuję że lasach tych wprowadza się obecnie Sosnę Taborską (najcenniejszy ekotyp sosny w Polsce). Jednak dziś nie o lasach, ani też o zwyczajach kulturze, czy najcenniejszych dziełach sztuki. Dziś największe dobro narodowe we Francji – Bagietka.
Zacznę od dawno, dawno temu… w XVIII w. kiedy to pojawiły się we Francji demonstracje związane z ubóstwem ludu pracującego Francji, Maria Antonina na wieść że brak im chleba miała powiedzieć: „…Nie mają chleba? To niech jedzą ciastka!” Nic bardzie mylnego to że słowa te padły z ust Marii Leszczyńskiej, ma niewielkie znaczenie. Tak naprawdę sprawa poszła o bagietki. Bagietki towarzyszą tu każdemu posiłkowi, na przykład śniadanie, płatki na mleku, dżem, miód i oczywiście bagietka. Na śniadaniu to może nic wielkiego, ale… na obiad? Kurczak, makaron, sosik, sałatka i … bagietka. Posiłek piknikowy: sałatka z tuńczyka z cieciorką, papryką, kuskusem i do tego… oczywiście bagietka.
Jak właściwie doszło do wybuchu rewolucji francuskiej? Dlaczego ludzie tak się wkurzyli, dlaczego zburzyli Bastylię? Możecie szukać różnych źródeł „historycznych” wywodów na temat zapaści finansowej Francji, ale prawda jest zupełnie inna.
Wszystko zaczęło się w małym domku w Paryżu na Rue de la Bonne Avanture mieszkał tam sobie skromny szewc. Szewc, jak to szewc, żył spokojnie, nie klął wiele, i robił całkiem niezłe buty. Miał wprawdzie rozważyć import z Chin, ale nie zdążył bo zaczęła się rewolucja. Pewnego dnia miał kończyć buty dla mleczarza, dzień zaczął śniadaniem by mieć siły do pracy, ale… do śniadania nie dostał bagietki. Nie ma bagietek – nie ma pracy. Po kilku dniach u szewca pojawił się syn mleczarza po buty, które oczywiście nie były gotowe. Wściekły mleczarz, który został bez butów i bez bagietki (do niego również nie dotarły) nie wydoił krowy, krowa zaczęła strasznie ryczeć, obudziła strażnika który odsypiał nocna zmianę, ten poszedł do mleczarza, i po krótkiej wymianie ciosów obaj pogodzeni dzbanem wytrawnego wina poszli do szewca. Źle by się to skończyło dla biednego rzemieślnika, gdyby nie zdążył krzyknąć „… nie dostałem rano bagietki…” Na ulicy ruch zamarł, słychać było nawet bąbelki fermentującego wina w odległym o niemal 500km Bordeaux. Tłum, niemal jak na komendę ruszył z krzykiem tysięcy gardeł prosto do piekarza. Kiedy doszli na miejsce, na drzwiach piekarza wisiała kartka:
„ Jestem w Bastylii, zaraz wracam”
Tłum, oszalał, i w dniu 14 lipca 1789 roku ruszył na bastylię. Tak zaczęła się największa rozróba w historii Francji.
prosto z Francji wasz korespondent Pibidium

 

wstecz