godlo

szyszka

Erasmus + czyli Witaj Francjo!

 

22 kwietnia - piątek


Piątek zaczęliśmy od zwiedzania Bellegarde, największe wrażenie zrobił na wszystkich kościół wybudowany w XII w. W kościele spotkaliśmy kobietę-rycerza, bardzo chcielibyśmy z nią porozmawiać, ale jakoś ją zamurowało (pierwszy raz widziała Taliba). Tkwi tak w ścianie już od wielu wieków. Wygląda jak Han Solo u wielkiego Jabby. Powinienem chyba wyjaśnić, kim jest tajemniczy Talib, to jedyny brodaty uczeń na tej praktyce, stąd ta ksywka. Jednak zdenerwował nas ostatnio na śniadaniu. Podchodzi do naszego stolika, wyciąga dłoń, a na niej …zawleczka.
- Skąd ją masz - niemal krzyczę w panice.
Z flegmatycznym spokojem odpowiada:
- wyjąłem ją…
w tym momencie wszyscy w panice wcisnęliśmy się pod stoliki
…z kieszeni
To codzienna rozrywka, którą serwuje nam wasz kolega – normalnie zabawy mamy w bród.
Kolejnym punktem był rejs po Loarze, płynęliśmy po pięknej rzece, o wielkich zakolach, które odzyskają miano największych we Francji, gdy tylko prof. Baran wyjedzie z Francji. Loara była jedną z najważniejszych rzek, wykorzystywano ją do transportu towarów. W jedną stronę statki płynęły z prądem rzeki, w drugą niesione wiatrem od Atlantyku. Statkami przewożono wszystko, co tylko dało się na statki zapakować. Gotowe elementy konstrukcyjne z wapienia, wino, drewno, a także wino, żywność i wino, często transportowano beczki… a w nich wino. Chciałbym nie być monotematyczny, ale to nie ja piję tyle wina, tylko Francuzi. Ponieważ nie mogę ciągle pisać tylko o trunkach, to ograniczę się do innych towarów, które wymienię poniżej:
- miód.
Statków pływało tyle, że tworzyły one często swoiste pociągi, nawet po 30 złączonych ze sobą. Teraz najlepsze – wiecie, co wykończyło transport rzeczny? - pociągi.
Rozwój kolei ostatecznie przypieczętował los żeglugi rzecznej. Dostarczanie towarów przeniesiono na pociągi, były one szybsze, pewniejsze i zupełnie niezależne od pogody. Zupełnie jak PKP, wiecie, skąd wziął się ten skrót? To znaczy: Pewność Komfort Punktualność. Jeśli się w czymś pomyliłem, to sorry, taki mamy klimat.
Loara nie ma specjalnych okresów, w których nagle przybiera, bo tam, gdzie znajdują się jej źródła, nie ma opadów śniegu, nie ma więc też wiosennych roztopów. Brzegi rzeki są dość zróżnicowane, czasem wyglądają jak typowy wał przeciwpowodziowy, a na innych odcinkach dzicz zupełna, jak na stołówce w Zagnańsku w porze obiadowej. Pan Baran przejął na chwilkę ster łodzi, podobno to były sekundy, mnie wydaje się, że to wypełnione grozą godziny – na szczęście nikt mu więcej na to nie pozwoli.
Na łodzi zjedliśmy posiłek, posłuchaliśmy wykładu o zasadach gospodarowania w strefie ekotonowej, którą jest brzeg rzeki, dowiedzieliśmy się też o nieproszonych gościach (jesion pensylwański, Michał Buczyński) lokalnych ekosystemów, a na koniec wróciliśmy tam, skąd przybyliśmy. Pan nas pożegnał (nie spławił) i nim się obejrzeliśmy, upłynął nam cały ranek czwartego dnia wizyty.
prosto z Francji wasz korespondent Pibidium

wstecz