godlo

szyszka

Erasmus + czyli Witaj Francjo!

 

23 kwietnia - sobota


Program Erasmus+, w którym uczniowie biorą udział, nakłada na nich obowiązek zapoznania się z kulturą i obyczajami kraju, w którym odbywają praktykę. Jednym z ważniejszych elementów kultury francuskiej jest picie wina. Zwyczaj ten nieco się różni od naszych tradycji winiarskich. Dlatego też w drodze powrotnej z królewskiego zamku Chambord nasza młodzież odwiedziła winiarnię. Wiedzeni na pokuszenie przez pana Charlesa zawitaliśmy do winnicy „Plou en Fils” (http://www.plouetfils.com/) – czyli Plu i Synowie. Dzięki uprzejmości jednego z „synów” mogliśmy zwiedzić rozległe piwniczki zapełnione winem. Pragnę od razu wszystkich uspokoić. Jeżeli ktoś z Was - drodzy czytelnicy - w naszych uczniach widzi chmarę szarańczy pokrywającą zielone pola, zostawiającą za sobą tylko nagą, odartą z wszelkiej zieleni ziemię, to się myli. Weszliśmy do piwniczek – i wyszliśmy z piwniczek. Beczułki i butelki zostały nietknięte. Piwnica nie została ogołocona i właściciel nie został zrujnowany. Jak to się stało? Pytanie to znajdzie się wśród wielu innych, podobnych tej zagadek, umieścimy je pomiędzy tajemniczym pochodzeniem posągów z Wysp Wielkanocnych a pytaniem o znaczenie znaków z płaskowyżu Nazca.
Jednym z punktów programu było poznanie tajników produkcji lokalnego wina musującego (he, he, na pewno zdradzili nam wszystkie tajemnice). By od razu rozwiać wszelkie wątpliwości, powiem Wam, że to nie był szampan. Szampan jest po prostu najbardziej znanym winem musującym. Jego nazwa jest zastrzeżona tylko dla wina musującego z rejonu Szampanii. Poznając produkcję „szampana”, jak pozwolę sobie  roboczo nazywać wino musujące, okazało się, że na początku wino to jest zakapslowane. Wszystkim nasunęło się pytanie, jak -  u licha! - udaje im się zdjąć ten kapsel i założyć korek, nie tracąc bąbelków? Jak oni to robią? Już wiemy jak – szybko.
Po krótkiej wycieczce, przyszedł czas na degustację. Zgadza się, wszyscy z szacunkiem dla tradycji wzięliśmy udział prezentacji wyjątkowych smaków wina. Okazało się, że gospodarz dysponuje sporym zasobem słów w naszym języku, by przeprowadzić nas przez kręte drogi degustacji.
Po pierwsze, degustując wina, rozpoczynamy od win czerwonych wytrawnych, potem pijemy wina różowe, a następnie białe. Dopiero potem przychodzi czas na wina półwytrawne, a na sam koniec pije się wina słodkie, które według Francuzów rozleniwiają odczuwanie smaków. Wypicie takiego wina na początku nie pozwoliłoby nam docenić smaku win wytrawnych.
Sama degustacja była równie pouczająca, każdy otrzymał lampkę, gospodarz zaprezentował wino czerwone Les Ménigottes, potem wlał sobie nieco do lampki, schwycił ją za stopkę, delikatnie zakręcił lampką, powąchał, a następnie wypił odrobinkę, wciągając przy tym nieco powietrza. Tak właśnie kosztuje się wino.
Każdy z nas dostał do spróbowania wino, nie – zazdrośnicy! nie całą butelkę! tylko odrobinkę wystarczającą na spory łyk. Wszak nie przybyliśmy tam, by zaprezentować nasze umiejętności chodzenia slalomem, przyszliśmy poznać kulturę – także kulturę picia wina.
Próbowaliśmy kolejno trunków:

  • Les Ménigottes (czerwone wytrawne)
  • Elixir (czerwone wytrawne)
  • Milady (różowe półwytrawne)
  • Le Paradis (białe półwytrawne)
  • Moelleux (białe półsłodkie)

Większości zdecydowanie przypadło do gustu półwytrawne różowe wino o nazwie Milady. Ku radości gospodarza, zaczęły się zakupy. Na szczęście istnieje coś takiego jak limity przewożenia  alkoholu przez granicę (w przypadku wina, na własny użytek, czyli do 90 litrów), ale zdecydowanie ograniczył zakupy 23-kilogramowy limit na bagaż w samolocie.
Wyszliśmy z winiarni, niektórzy z Was pewnie w to nie uwierzą, ale właśnie tak było - i szczęśliwi poszliśmy do autobusu. Wychowawcy byli szczęśliwi podwójnie: radość z wina i zadowolenie z uczniów. Znowu pokazali, że potrafią się zachować.

prosto z Francji wasz korespondent Conduire

 

 


wstecz