godlo

szyszka

Erasmus + czyli Witaj Francjo!

 

27 kwietnia - środa


Pierwszy etap naszego kolejnego dnia we Francji to wyprawa do tartaku Scierie de Millancay (http://www.scierie-millancay.fr/evenements/). Dzięki spotkaniu z właścicielem mogliśmy poznać wymagania wymiarowo-jakościowe surowca drzewnego. W tartaku tym produkuje się klepki, dlatego też zarówno uczniowie, jak i nauczyciele skorzystali na tej wizycie. Proszę porozmawiajcie ze wszystkim uczestnikami wyprawy, a zauważycie, że żadnemu z nich nie brak już ani jednej. Na prof. Buczyńskiego zużyliśmy 1,45 m3 drewna dębowego, ale co tam – warto było. Poza klepkami „specjalnego przeznaczenia”, tartak koncentruje się na produkcji drewna na parkiet, drewna konstrukcyjnego i drewna do wykorzystania na konstrukcje zewnętrzne – głównie ogrodowe. Jedziemy dalej i znów wracamy do kwestii wina, większość uczniów chętnie wróci do tego tematu, szczególnie po degustacji. Wszyscy będą musieli się jednak uzbroić w cierpliwość, po pierwsze do uzyskania pełnoletniości (nie mylić z dorosłością), po drugie do momentu, kiedy znajdą się poza jurysdykcją nauczycieli. Co ma wspólnego kolejny tartak z winem? Ten konkretny specjalizuje się w wyrobie materiału na beczki do produkcji win.
W pierwszych dniach naszej wizyty odwiedzaliśmy lasy prywatne, które skoncentrowane były na produkcji dębu z przeznaczeniem na beczki. Wiele nam mówiono na temat jakości tego surowca, łącznie z jego zapachem, ale dopiero na miejscu w tartaku doceniliśmy jego wartość (liczoną w tysiącach euro za m3). Wymagania koncentrują się na słojach przyrostów rocznych, mają być niewielkie i równe. Pierwszy etap to łupanie, podstawa dla wikingów, rabusiów i bednarzy. Część z nich musi łupić, a jeden nich łupać. Ten sposób obróbki zapewnia zachowanie ciągłości włókien drzewnych, dopiero potem następuje dalsza obróbka. Ważne jest to, że w newralgicznych punktach cyklu produkcyjnego znajduje się człowiek, który musi sam ocenić, co można z danym materiałem zrobić. Uprzejmy właściciel tartaku pozwolił nam prześledzić losy jednego kawałka na klepkę od początku do końca. Po obróbce drewno jest suszone „pod gołym niebem”. Po 30 miesiącach suszenia ruszyliśmy dalej. Dalej oznaczało warsztat oddalony o kilkaset metrów. To miejsce zapadło nam głęboko w pamięć. Ręczny sposób przygotowania beczki to nie lada sztuka, dość proste jest samo jej złożenie, ale to tylko niewielki ułamek tego, jak beczka musi zostać przygotowana. Jednym z etapów przygotowania jest uzyskanie odpowiedniego aromatu i to stanowi już sztukę, która wymaga wielu lat praktykowania, najlepiej od dziecka. W beczce ustawia się kociołek, w którym pali się kawałki drewna dębowego, czas i odpowiednia temperatura wydobywają z drewna odpowiedni aromat. Od beczki, tak samo jak od winogron zależy smak i armat wina. Jakoś winiarze nie kwapią się do dzielenia się chwałą z producentami beczek. Wstyd panowie, wstyd.
Ja osobiście, za każdym razem kiedy będę sięgał po wino, będę pamiętał o beczkach i o tych, którzy je robią.
Wydawało się, że kolejny wyczerpujący dzień miał się ku końcowi i wiecie co? Miałem rację – tylko mi się wydawało. Nasi gospodarze, chcąc zapewnić nam odrobinę przyjemności zaprosili całą naszą grupę na kręgle. Nawet nauczycieli i dyrekcję. Pojechaliśmy do Montargis, założyliśmy szykowne buty, które daleko odbiegają od standardów leśnych. Po pierwsze, odznaczają się słabą nieprzemakalnością, sięgają tylko za kostki, mają płaskie spody i co najważniejsze, nie można do nich zmieścić wkładki filcowej. Kule do kręgli bardzo nam się spodobały, były różnej wagi. Od razu poczuliśmy się swojsko, Marta chciała się nawet logować do dziennika i wybrała sobie kulę najwyższej wagi. Okazało się jednak, że punktów za wywrócenie kręgli nie mnoży się razy „wagę” kuli i nie wpisuje się ich do dziennika. Chociaż moglibyśmy to zrobić – na przykład sto punktów ujemnych za wywrócenie ładnie poukładanych kręgli – przecież to można podciągnąć pod nieporządek i bałagan w pokoju (także nauczycielskim). Na początku drobny wypadek, kula w dłoń, palce powtykane wszędzie, gdzie się dało (prawy kciuk, serdeczny i wskazujący w kuli, lewy kciuk w ustach). Potężny zamach, rzut i… niech to, nie zdążyłem wyjąć kciuka z kuli. Piętnastometrowy ślizg na brzuchu i choć raz w tej rozgrywce wywróciłem wszystkie kręgle. Bezdyskusyjnie najlepszą okazała się drużyna pani Dyrektor, a jeśli ktoś ma ochotę na dyskusje, to proszę do gabinetu, drzwi na lewo od sekretariatu. Są chętni??? Wszyscy świetnie się bawiliśmy, liczymy na powtórkę podczas pobytu kolegów z Francji w naszej szkole.
Droga powrotna to śpiewy (przy sporej dozie dobrej woli można było to uznać za śpiewy) raz my, raz Francja. Kto śpiewa lepiej, nie wiem, ale my znamy więcej piosenek.
To był wspaniały wieczór, z rodzaju tych, które zdarzają się raz na milion, jedyne co możemy powiedzieć naszym gospodarzom to: merci beaucoup


prosto z Francji wasz korespondent Conduire

 


wstecz